PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

PIŁKA I POLITYKA. HISZPAŃSKI MUNDIAL ΄̉82 OCZAMI KOMISARZA WOJSKOWEGO

Sebastian Ligarski


12_07_2012_10_48_45.jpg
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku w Polsce wprowadzono stan wojenny. Zgodnie z postanowieniem władz w ministerstwach, urzędach centralnych oraz wybranych przedsiębiorstwach ustanowiono komisarzy-pełnomocników Komitetu Obrony Kraju (powołany w 1959 roku organ obronny stworzony na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa państwa), którzy mieli zapewnić dyspozycyjność i ciągłość pracy tych instytucji. W latach osiemdziesiątych w strukturach państwa nie istniało ministerstwo sportu  za tę dziedzinę odpowiedzialny był utworzony według sowieckiego wzorca Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu. Od 1978 roku  kierował nim zasłużony działacz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Marian Renke, równocześnie był także przewodniczącym Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

KOMISARZ CZOŁGISTA I INNI

Piłka nożna pozostawała w gestii  nominalnie niezależnego od władz  Polskiego Związku Piłki Nożnej, na który partia miała jednak przemożny wpływ za sprawą wieloletniego prezesa Włodzimierza Reczka, szarej eminencji polskiego sportu. Komisarzem wojskowym w GKKFiS 13 grudnia 1981 roku został płk Wacław Feryniec, zastępca szefa Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego Wojska Polskiego. Ciekawostka: w czasie drugiej wojny światowej, służąc w 1. Brygadzie Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, dowodził czołgiem T-34 o numerze 102, pierwowzorem „Rudego” z książki Janusza Przymanowskiego Czterej pancerni i pies.


Plakat piłkarskich mistrzostw świata w Hiszpanii zaprojektowany przez katalońskiego surrealistę Joana Miró

Wprowadzenie stanu wojennego spowodowało zawieszenie wszystkich rozgrywek sportowych w kraju. W tym czasie trwała przerwa zimowa w zmaganiach piłkarzy. Na czele tabeli I ligi (dzisiejszej ekstraklasy) znajdowali się dwaj beniaminkowie: Pogoń Szczecin i Gwardia Warszawa. Stan wojenny i jego ograniczenia przysporzyły wielu kłopotów (zalecano m.in. rezygnację z wyjazdów do krajów kapitalistycznych) w przygotowaniach do rundy wiosennej zarówno drużynom klubowym, jak i reprezentacji Polski, która po dramatycznych bojach grupowych z NRD wywalczyła awans na mistrzostwa świata w Hiszpanii.
Kadra pod wodzą trenera Antoniego Piechniczka pod koniec 1981 roku przebywała na zgrupowaniu na Węgrzech. Jej przyjazd do kraju planowano na 28 grudnia. Kolejnym etapem przygotowań miał być obóz w Republice Federalnej Niemiec 10  24 stycznia 1982 roku, który stał się przyczyną rozdźwięku między PZPN a GKKFiS. Brak kontaktów zagranicznych (ustalony terminarz meczów towarzyskich był w rozsypce, gdyż ze względu na stan wojenny nikt nie chciał grać z Polską) spowodował, że piłkarze musieli trenować w kraju, w Wiśle. W kwietniu władze podjęły zgodziły się na wyjazd reprezentacji na dwa spotkania kontrolne do Hiszpanii (4 maja wygrali z Athletikiem Bilbao 4:1, a 6 maja z Celtą Vigą 5:1) oraz obóz przygotowawczy do Murrhardt w RFN.
W maju 1982 roku ustalono, że polska ekipa wylatująca do Hiszpanii będzie liczyć 44 osoby, w tym 22 zawodników i 22 działaczy. Na zawodnika przypadał więc jeden działacz! Kierownikiem  ekipy został prezes PZPN Reczek, a jego zastępcą wiceprezes płk Henryk Celak, zastępca komendanta Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej. Celak wyjeżdżał z kadrą narodową w czasie urlopów wypoczynkowych. 20 maja 1982 roku skierował pismo do szefa MSW gen. Kiszczaka o pozwolenie na wyjazd wraz z reprezentacją do Hiszpanii od 9 do 30 czerwca 1982 roku, pisząc w podaniu, że jego osoba zostanie w całej ekipie przyjęta pozytywnie. Dzień przed odlotem, 8 czerwca 1982 roku, złożył kolejne podanie, prosząc przełożonych o zgodę na ewentualne przedłużenie pobytu na turnieju, gdyż może zdarzyć się tak, że zespół polski odnosząc sukcesy, może brać w turnieju udział jeszcze w lipcu, a indywidualnych powrotów do kraju nie przewidywano. Wyrażono zgodę i płk Celak do Hiszpanii poleciał. Oprócz niego i szefa PZPN, w składzie delegacji znaleźli się m.in.: sędzia międzynarodowy Alojzy Jarguz, sędzia obserwator Stefan Paszkowski, sekretarz generalny PZPN Zbigniew Kaliński, inni członkowie władz związku Leszek Rylski, Edward Kucowicz, Wilhelm Bąk, kucharz z „Victorii” Andrzej Białkowski , Janusz Jagiełło. Z ramienia GKKFiS  do ekipy wydelegowano Jerzego Wilkosza.

ZAKOCHANY BRAMKARZ DAJE NOGĘ


9 maja 1982 roku zakończył się sezon ligowy. Po niesamowitym finiszu ligi, mającym swoje drugie dno w przekupstwie piłkarzy Wisły Kraków przez Śląsk Wrocław oraz Widzew Łódź, tytuł wywalczył ten drugi zespół. Piłkarze reprezentacji wyjechali do Bytomia na badania lekarskie, a potem na kilka dni do Wisły. Następnie kadra Antoniego Piechniczka udała się na mecze sparingowe z drużynami klubowymi do Francji i RFN, mając bazę treningową w hotelu Rosenar w Scheidegg, hotelu Sofitel w Miluzie oraz pensjonacie Sonne Post w niemieckim Murrhardt. W tym ostatnim miasteczku Polacy mieszkali w czasie mistrzostw świata w 1974 roku. Właściciele pensjonatu Sonne Post, małżeństwo Bofingerów, stworzyli Kazimierzowi Górskiemu i jego zawodnikom znakomite warunki do treningu oraz mobilizacji przed meczami, które przyniosły trzecie miejsce na świecie. W 1982 roku atmosfera w Murrhardt nie była już tak dobra, gdyż podczas zgrupowania uciekł bramkarz Śląska Wrocław Jacek Jarecki.
Jarecki był piekielnie zdolnym i ambitnym zawodnikiem, jednym z najbardziej utalentowanych polskich bramkarzy w tym okresie. Do tego, jak dziś wspominają Orest Lenczyk, Waldemar Prusik, Janusz Sybis czy Jan Caliński, trenerzy i piłkarze Śląska Wrocław, człowiekiem niezwykle koleżeńskim, dowcipnym i otwartym. Grając zaledwie jedną rundę w Śląsku, został powołany do kadry narodowej. Miłością młodego bramkarza była tenisistka Gabriela Jarosz (Gabi lub Gabrysia, jak mówili przyjaciele). Dwa miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego dziewczyna wraz z całą rodziną uciekła do RFN. Jarecki pozostał w Polsce i tęsknił za nią. Chciał jak najszybciej wyjechać do zagranicznego klubu, aby dołączyć do Gabi. Jan Caliński, ówczesny trener we wrocławskim klubie, wspominał: Powtarzałem mu, że najpierw musi zaistnieć w Polsce, dopiero później jako bardziej doświadczony zawodnik powinien szukać mocnego klubu za granicą. Ale w tym czasie Jacek myślał głównie o dziewczynie, która wyjechała do Niemiec. On mi się zwierzał i mówił, że serce ciągnie go tam, do Gabryśki. Pewnie zdawał sobie sprawę, że jest jeszcze za wcześnie, aby szukać szczęścia w zagranicznym klubie. No ale cóż, w tym wieku uczucie bierze górę nad rozsądkiem.
Gabriela Jarosz zamieszkała w pensjonacie Sonne Post tydzień przed zakończeniem zgrupowania polskiej kadry. Prawdopodobnie oboje próbowali ułożyć plan ucieczki. Ostatnim momentem była noc z 2 na 3 czerwca przed wylotem reprezentacji do kraju. Jareckiemu pomógł kolega z reprezentacji, jedna z jej gwiazd Grzegorz Lato . Obecny prezes PZPN tak wspominał te wydarzenia w rozmowie z Arturem Brzozowskim:  W ostatni wieczór przed powrotem do Polski kilku z nas poszło na piwo. Jak wróciliśmy do hotelu, była północ. Oprócz naszej drużyny nikt tam nie mieszkał, a zawsze o 12 w nocy pensjonat był zamykany. Pamiętam, że siedzieliśmy w jednym z pokojów i piliśmy sobie piwko. […] U mnie w pokoju był Zbyszek Boniek, Władek Żmuda i chyba Paweł Janas. W tym czasie Jarecki pakował się i trochę zdezorientowany biegał po pensjonacie. Dlaczego zdezorientowany? Bo w żaden sposób nie mógł z niego wyjść. […] Tam wszędzie zainstalowane były uchylne okna, które otwierały się tylko pod kątem i nie można było przez nie wyjść na zewnątrz. A główne drzwi były zamknięte. No ale ja miałem do nich klucze. Tylko ja. Dlaczego je miałem? Gdyż właściciel Sonne Post dobrze mnie znał i dał mi wcześniej te klucze.[…] Pamiętam, że było koło czwartej nad ranem. Pozostali piłkarze i trenerzy spali. Jacek powiedział do nas: „Cześć, chłopaki”, wsiadł z dziewczyną do samochodu i pojechali. No i tyle.
„Przegląd Sportowy” poinformował czytelników, że bramkarz Śląska samowolnie  odłączył się od ekipy i pozostał na Zachodzie, tym samym wykluczając się ze startu na mistrzostwach świata. Za to wrocławskie „Słowo Polskie” i „Gazeta Robotnicza” zbyły ten fakt milczeniem.

ZA DUŻO DZIENNIKARZY


8 czerwca odbyło się pożegnanie kadry w warszawskim hotelu Solec. Jak pisał płk Feryniec,  pożegnanie było skromne, ale zaangażowane w swojej wymowie. Przewodniczący GKKFiS i prezes PZPN na specjalnej odprawie z wyjeżdżającymi podkreślili znaczenie tych mistrzostw, określili zadania dla ekipy tak sportowej, jak i poza sportowej. W dniu 9 czerwca 1982 r. o godz. 10:00 ekipa odleciała do Hiszpanii. Ustalono także zasady postępowania ekipy w różnych sytuacjach na terenie Hiszpanii oraz kontaktów szefa ekipy z GKKFiS w Warszawie.
Komisarzowi bardzo nie spodobało się, że wraz z ekipą na mundial udaje się 22 dziennikarzy (m. in. Tadeusz Olszański, Dariusz Szpakowski, Jan Ciszewski, Waldemar Krajewski, Andrzej Szeląg oraz Andrzej Biliński), co uważał za nieporozumienie i rozrzutność. Według wcześniejszych ustaleń z PZPN miało jechać nie więcej niż 14 osób. Płk Feryniec interweniował u zastępcy kierownika Wydziału Prasy, Radia i Telewizji KC PZPR Czesława Rowińskiego (który nota bene również wyjeżdżał do Hiszpanii jako osoba odpowiedzialna za sprawozdania prasowe, radiowe i telewizyjne). Ten zrzucił winę za rozmiary ekipy medialnej na kierownictwo KC PZPR, które uznało, że jest to konieczne ze względów politycznych. Zagadnięty o to samo prezes RSW „Prasa-Książka–Ruch” Zdzisław Andruszkiewicz odparł, że realizował tylko odgórne wytyczne. Komisarz nie dawał za wygraną i twierdził, że jest to jawne nieliczenie się z możliwościami kraju i jego aktualną sytuacją gospodarczą, a następnie uderzał jeszcze mocniej: powoływanie się na decyzje polityczne świadczy jednoznacznie o uchylaniu się od brania odpowiedzialności za określone sprawy. Przy okazji informował władze zwierzchnie, że wiele odpowiedzialnych osób po prostu nie chce zrozumieć aktualnej sytuacji w kraju, jego trosk i kłopotów a swą odpowiedzialność upatruje w korzystnych  przede wszystkim dla siebie wyjazdach zagranicznych i to do strefy II obszaru płatniczego. W czasie stanu wojennego takie oskarżenia z ust oficera brzmiały groźnie. Tym bardziej że Feryniec był bardzo dobrze oceniany przez przełożonych: Z powierzonych obowiązków wywiązuje się bardzo dobrze. Posiada pełne rozeznanie w sytuacji i właściwie reaguje na zaistniałe wydarzenia. Pozostawić na stanowisku. Mimo to protesty komisarza nic nie dały  interes reprezentacji, mediów, ale także osobisty ludzi wybierających się na lukratywny, dewizowy wyjazd do Hiszpanii okazał się nadrzędny.

12_07_2012_10_48_57.jpg

 

Podczas meczu Polska – ZSRR na trybunach pojawiły się flagi i transparenty zdelegalizowanej przez władze stanu wojennego „Solidarności”. Telewizja Polska cenzurowała transmisję z Hiszpanii, aby kibice w kraju nie mogli ich zobaczyć. Fot. PAP/CAF/Adam Hawałej

 

„SOLIDARNOŚĆ” ZNIKA Z EKRANÓW


13 czerwca 1982 roku rozpoczął się turniej o mistrzostwo świata. Ze względu na sytuację polityczną i zaszłości historyczne najwięcej emocji wśród Polaków wzbudził mecz II rundy Polska  ZSRR. Podczas tego meczu polscy kibice na stadionie wywieszali flagi z nazwą „Solidarności” rozbitej przez władze PRL, a Telewizja Polska dokonywała cudów, aby tego nie pokazać widzom w kraju. Internowani działacze opozycji tak wspominali ten moment: Kolejna kompromitacja, żałosna, prymitywna. Przebywający za granicą członkowie „Solidarności” postawili za obydwoma bramkami olbrzymie transparenty z napisami „Soli¬darność”. Pierwszy najazd kamery, przypadkowy zupełnie, wynikający z roz¬woju sytuacji na boisku i oto na ekranie ten właśnie transparent. Sala dosłownie oszalała. Oklaski, wiwaty, śmiechy. Przecież od kilku miesięcy ten napis jest bezwzględnie tępiony, władze robią wszystko, aby wymazać go ze świadomości ludzkiej. Za noszenie związkowego znaczka grożą grzywna i więzienie. Malowane nocą na murach napisy są niemal wypalane. I oto miliony telewidzów mogą się nim nagle nasycić do woli. Ale już po chwili plansza z przeproszeniem za usterki poza granicami kraju, a kiedy „usterki” usunięto po każdorazowym pojawieniu się transparentu pojawiało się zdjęcie trybun stadionu z ceremonii otwarcia. Za moment, kiedy akcja przenosiła się w inny rejon boiska wracał żywy obraz. I znowu śmiech i gwizdy. Cały zabieg przeprowadzano bowiem nieudolnie, prymitywnie. […] Dla najgłupszego, najmniej rozgarniętego telewidza stawało się w tym momencie oczywiste, że jeżeli kłamią, jeżeli na naszych oczach pokazują bez żenady, w jaki sposób usiłują kłamać, przeinaczać, to w ten sam sposób postępują również w innych przypadkach. […] W dzisiejszej przedpołudniowej powtórce wszystko było już starannie dopracowane, była to znowu codzienna telewizja. Na dodatek wszystkiego kilka minut po ósmej odczytano w radio zjadliwy komentarz, który miał odsłonić metody manipulowania radiostacji zachod¬nich nawet takimi wydarzeniami jak Mundial. I znowu czyjeś niedopatrze¬nie, z którego wyszła kolejna kompromitacja.
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Polacy awansowali do półfinału, w którym ulegli Włochom, ale w meczu o trzecie miejsce pokonali Francję, powtarzając wynik z 1974 roku. Co ciekawe, srebrne medale (takie dostawali członkowie drużyny z najniższego stopnia podium, a brązowe przegrani w „finale pocieszenia”) rozdał kolegom kapitan drużyny Władysław Żmuda wraz z Włodzimierzem Reczkiem. Jak pisał Stefan Szczepek, prezydent FIFA Joao Havelange cierpiał akurat na ból nóg. Zdjął buty, nie mógł ich włożyć ponownie na spuchnięte stopy i poprosił Reczka o przysługę. Jednak powszechnie odebrano to jako demonstrację polityczną.

12_07_2012_10_48_27.jpg

Po zwycięskim meczu z Francją o trzecie miejsce jeden z działaczy prezentuje dyplom otrzymany od FIFA, za nim uradowany Zbigniew Boniek. Fot. Marek Wielgus/REPORTER/East News

OFICJELE WITAJĄ PIŁKARZY


Jeszcze przed półfinałem, 5 lipca 1982 roku, odbyło się posiedzenie GKKFiS, podczas którego przygotowano notatkę służbową dla Urzędu Rady Ministrów dotyczącą powitania reprezentacji Polski, która miała wrócić do kraju 12 lipca 1982 roku. Pisano w niej: Program planowanych uroczystości przygotowywany jest z uwzględnieniem niezbędnego umiaru i podporządkowany został ocenie występu na «Espana-82» w kategoriach osiągniętego wyniku sportowego”. Przyjęto kilka wariantów działania, w zależnie od miejsca zajętego przez piłkarzy.
12_07_2012_10_50_28.jpg

Po powrocie piłkarzy z medalami do kraju gen. Wojciech Jaruzelski przyjął ich w gmachu KC PZPR. Na zdjęciu: gen. Jaruzelski, Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato i trener Antoni Piechniczek. Fot. PAP/Grzegorz Rogiński

Powitanie miało odbyć się na lotnisku z udziałem kibiców sportowych, działaczy, aktywu partyjnego, przedstawicieli GKKFiS, PZPN, organizacji młodzieżowych oraz dziennikarzy. W razie zajęcia trzeciego lub czwartego  miejsca przewidywano uroczyste powitanie na terenie Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie lub w salach jednego z hoteli. Natomiast w razie awansu do finału ekipę miał przyjąć rządzący krajem gen. Wojciech Jaruzelski, pierwszy sekretarz KC PZPR, premier rządu i przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.
W przypadku zajęcia miejsc 1  3 przewidywano udekorowanie trenera i wyróżniających się zawodników odznaczeniami państwowymi, ale za czwarte miejsce miał być odznaczony tylko trener Piechniczek. Zawodnikom planowano wręczyć medale „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (w zależności od zajętego miejsca z odpowiedniego kruszcu: brązowe za czwarte, srebrne za trzecie, złote za pierwsze lub drugie).
Reprezentacja wróciła do Polski dzień później, niż zakładano  13 lipca 1982 roku, ze względu na awarię samolotu w Madrycie. Powitanie na lotnisku skończyło się wybitą szybą oraz tłumem rozczarowanych kibiców, którzy mimo że czekali przez całą noc, mogli zobaczyć swoich bohaterów przez dwie minuty, gdy odjeżdżali autokarem spod Okęcia. Relacjonując to wydarzenie dla „Przeglądu Sportowego” Marek Bahdaj nie ukrywał, że kibice zostali wykiwani, a jedynym piłkarzem, który wyszedł do oczekującego tłumu był Andrzej Szarmach. Natomiast płk. Feryniec był dumny z dobrze wykonanego zadania. Jak relacjonował w raporcie dla przełożonych, właściwa współpraca  z wyznaczonym pracownikami urzędu, żołnierzami Wojsk Ochrony Pogranicza oraz celnikami i kierownictwem lotniska spowodowała przejęcie ekipy z lotniska i przewiezienie jej do hotelu „Victoria”.
Wracający w chwale piłkarze zbiegiem okoliczności pojawili się w kraju w kolejną miesięcznicę ogłoszenia stanu wojennego, co stało się powodem do celebrowania przez notabli ich  powrotu jako kolejnego sukcesu w porządkowaniu spraw krajowych i potwierdzenie słuszności obranej drogi. Dlatego  wbrew wcześniejszym ustaleniom  reprezentacja została przyjęta przez decydentów partyjnych. W hotelu Victoria o godz. 11.30 oczekiwał na nich wicepremier Mieczysław Rakowski z prezydentem Warszawy gen. Mieczysławem Dębickim. Podczas ceremonii zawodnicy i działacze zostali odznaczeni orderami państwowymi i medalami resortowymi. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski otrzymał Grzegorz Lato, a Krzyże Kawalerskie  Antoni Piechniczek i Władysław Żmuda. Premier Rakowski powiedział: O Waszym sukcesie zadecydowały niemal nadludzka praca, wysiłek oraz inteligentna koncepcja. Te właśnie wartości powinniśmy zawsze jak najstaranniej pielęgnować, by dzięki nim rozsławiać imię Polski. 
Piłkarzy i sztab szkoleniowy przyjął także w gmachu KC PZPR gen. Jaruzelski. Prasa skwapliwie relacjonowała to spotkanie: Generał przejawiał żywe zainteresowanie imprezą, która trzymała przez miesiąc w napięciu miliony kibiców i zespoliła Polaków w jedną rodzinę. Władysław Żmuda przekazał dyktatorowi mundialowi piłkę Tango z podpisami wszystkich zawodników. Wbrew nadziejom Polaków piłkarze nie zademonstrowali protestu przeciwko reżimowi. Zwyciężył pragmatyzm.
Nagrodą dla czołowych reprezentantów były wyjazdy do klubów zagranicznych: Zbigniew Boniek trafił do włoskiego Juventusu Turyn (transfer przeprowadzono jeszcze przed mistrzostwami świata, na których strzelił cztery gole), Władysław Żmuda do Hellas Werona, a Paweł Janas do francuskiego Auxerre.
Miesiąc później bramkarz Piotr Mowlik udzielił „Przeglądowi Sportowemu” wywiadu, w którym podał przykłady braku profesjonalizmu działaczy przy przygotowywaniu bazy dla reprezentacji w Hiszpanii (np. brak klimatyzacji w hotelu przed półfinałowym meczem z Włochami, basenu, zbyt wielu działaczy w stosunku do zawodników), a trener Piechniczek podał się do dymisji (ostatecznie po namowach pozostał na stanowisku selekcjonera). Urażeni w swej dumie działacze PZPN na łamach „Przeglądu Sportowego” bronili tych decyzji, uważając, że podgórskie powietrze w miasteczku Montserrat było dla futbolistów lepsze niż w dwumilionowej Barcelonie. Piłkarzy i dziennikarzy do swoich racji nie przekonali. Ci pierwsi nadal głośno wypowiadali się na temat warunków pobytu w Hiszpanii, a ich kolega Waldemar Matysik dochodził do siebie w szpitalu z powodu wycieńczenia organizmu oraz problemów psychicznych będących jego wynikiem, lecząc się w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Dla wojskowych i władz operacja Mundial’82 dawno się jednak skończyła.

Nota o autorze:

Sebastian Ligarski, historyk dziejów najnowszych, pracuje w Oddziałowym Biurze Edukacji Publicznej IPN w Szczecinie, współredaktor (wspólnie z Grzegorzem Majchrzakiem) niedawno wydanej książki Nieczysta gra. Tajne służby a piłka nożna

 

 


 



Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X